niedziela, 1 kwietnia 2018

RODOS

Dawno dawno temu zdenerwowana tym, że każdy znajomy ma urlop w innym terminie, każdy ma inny plan na swój urlop ( z czego 90% się nie sprawdza), zmęczona wiecznym niedogadywaniem się wygooglowałam stronę Olneo.pl. Pamiętam jak dziś, dostałam urlop, miałam odłożone dwa tysiaki na koncie, siedziałam na słonecznym balkonie z laptopem na kolanach i znalazłam moją drugą połówkę do podróży. Ślepy traf. Spotkanie w Krakowie, biuro podrózy, kawa, wspólnie obrany kierunek, zaliczka, zapłata - i fruuu .... Zawsze ta sama i sprawdzona moja E. Nie widzimy się pół roku po czym spotykamy się na terminalu w drodze do kolejnej przygody.
RODOS mnie zaskoczył. Zaskoczył tym, że we wrześniu temperatury osiągały ponad 30 stopni i wiał tak mocny wiatr, że żaden lakier do włosów nie miał szans na ujarzmienie ich. Jednak to przeciez urlop i wakacje. Na Rodos we wrześniu były najlepsze figi jakie kiedykolwiek jadłam. Jak zawsze nasz hotel był raz - blisko plazy, dwa - miał zero animacji i trzy - był niepolecany rodzinom z dziećmi. Pokój na piętrze numer 7, widok z balkonu konkretny.

Nie było dnia bez słońca. Grecy swoimi charakterami cudowni. Trzy godziny od Krakowa cudo. Na Rodos wróciłabym o każdej porze dnia i nocy.



Nie można zapomnieć o tym, ze z miasta RODOS śmigamy statkiem na wyspę Symi. Przecudowna, prześliczna, przejedyna w swoim rodzaju. Prawdziwa, grecka. Zawsze wszędzie nam brakowało czasu. Pewnie chętnie każdy dzien wydłużyłybyśmy maksymalnie.






Objechałyśmy całą wyspę, ale jak nic najpiękniej dla mnie było w samym mieście RODOS. W samej stolicy. Starozytność z nowoczesnością. Powolność Greków, ich niesforne parkowanie. ,,Zagubić sie w Rodos" ... cudownie było tam mieszkać tydzien i codziennie móc wieczorami w porcie siedzieć. Rodos zachwyca. Każde miasto na Rodos na swój klimat. Ale stolica zwycięża.











Na południe od stolicy jadąc wschodnim wybrzeżem nie sposób nie wstawić kilku fotek z Lindos. Mała wiocha jak dla mnie, ale widoki prześliczne. Być zobaczyć i jak dla mnie - bez sensu wracać po raz kolejny. Pięknie, warto - ale tak na raz :)




w Rodos Morze Sródziemne łączy się z Egejskim, udalo nam się nawet w tym miejscu poleżec chwile na kamieniach. Ale na południu wyspy na półwyspie Prasonisi jest to lepiej widoczne. Wiatr ogromny, surferzy przystojni i sexowni, fale ogromne. Teatr zjawisk, teatr wiatru, teatr dwóch mórz




RODOS polecę każdemu, wróciłabym chętnie jakby nie było na świecie tyle miejsc, których jeszcze nie odwiedziłam. Ale na emeryturę miejsce dla mnie idealne. Słonce 360 dni w roku. tego nam brakuje w Polsce. Tego nam brakuje by ludzie byli mocniej uśmiechnięci i lepsi. Tam stanowczo nie brakuje witaminy D. D jak Dominika haha :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz